Polska Orgnizacja Charytatywna Charaplast Poland zorganizowała przyjazd grupy polskich lekarzy do Wietnamu. Celem przyjazdu było uczestnictwo w Konferencji Pediatrycznej w Danang oraz spotkanie robocze w Danang w celu ustalenia programu współpracy i wsparcia dla Centralnego Szpitala Nr 1 w Danang.
Zdjęcia zamieszczone w blogu zostały wykonane przez doktora Andrzeja Bednarskiego, któremu dziękuję za wykonanie wspaniałego materiału zdjęciowego.
CZĘŚĆ I - PRZYJAZD DO HCM CITY
Dr. Marta Rachel - prezes fundacji Charaplast Poland z autorem
Poniżej zdjęcia z wycieczki CYCLO po Sajgonie ....pełen mix!
Wieczorem kolacja w restauracji TU THE (róg Ung Van Khiem i Duong D2; Dystrykt Binh Thanh!). Nie ma dwóch zdań, po całym dniu zwiedzania dobra wietnamska kolacja to jest to!
Świniobicie w Wietnamie jest nie mniej spektakularne niż w Polsce. Jest świnia, mnóstwo krwi, alkohol...ale zdecydowanie nie ma całej aury. Cały proces zabijania świni to część codzienności na wsi. Świnię po prostu się zabija. Robi się to w dowolnym momencie, nie ma specjalnych przygotowań, w międzyczasie ludzie robią inne rzeczy (gotują obiad, naprawiaja motor, śpią,... dookoła bawią się wszechobecne w Wietnamie dzieci!).
Ale do dzieła. Nie ma mistrza ceremonii. Wszyscy robią wszystko razem. Na zdjęciu mój teść i szwagier, szybują noże i do dzieła!
Prosiak zostaje umyty i przygotowany
Obwiązany sznurami...
...kwiczy przerazliwie.
juz związany zwierzak zostaje przetransportowany na matę obok domu
i ciach!
__________________________________________
przy zabijaniu świni niezbędny jest ołtarzyk dla duchów... na którym jest sól z cytryną i butelka bimbru oraz kadzidełka! To upewnia nas że świnia jest zdrowa, a mięso będzie smaczne!
Prosiaka polewa się wodą wprost z kanału. Bez żartów!
Miodzio! Oto jaka mysza ukazała się moim oczom w drodze do pracy! Dien Bien Phu, District 1 (dla wyjaśnienia to jest legalny kask owleczony pluszowa czapa a'la mycha!)
Jak każda opowieść, tak i ta kończy się HAPPY ENDem. Pozwolenie na pracę dostałem ostatecznie w sierpniu 2008 roku. Zgodnie z oczekiwaniami (moimi oczywiście) musiałem podpisać kontrakt na 3 lata - z możliwością rozwiązania go w dowolnym momencie.
Tym sposobem jestem znów legalnym pracownikiem w Wietnamie - a to nie takie łatwe i oczywiste. Zazdrosne oczy tysięcy nauczycieli angielskiego (pracujących tu zazwyczaj na czarno) spogląda na mnie.